czwartek, 26 marca 2026

O czym śpiewają drzewa

I znów wiosna.

Już nie tak bezlitosna, jak zeszłoroczna. Ale znowu się dzieje. Czas dużych decyzji, możliwych zmian. Dojrzewania, którego szczytową fazą był zawsze obraz mnie za kierownicą, dosłownie i w przenośni, i właśnie się on spełnia. Powolnej stabilizacji, i idzie nam ona tak dobrze, ale za kilka miesięcy być może znów trzeba będzie zacząć budować wszystko od nowa. W innym miejscu, znowu w Czechach.

Mimo wszystko mam w sobie dziś spokój i radość. Postanowiłam się nie miotać, nie wymagać od życia wszystkiego, ale na razie świadomie zadowolić się tym, co dostaję. Porzucić oczekiwania. I dołączyłam do tego dziwnego tańca przyciągania i odpychania, przystałam na nieśmiały dotyk, który czeka na moje działanie, z dystansem patrzę na to napięcie w drugim ciele. To napięcie mówi mi, że jestem ważna. Wiem, że ten stan nie może trwać w nieskończoność, ale jeszcze nie chcę tego kończyć. Pasuje to do tego, czym i kim teraz jestem. Do tej fazy transformacji.

Kiedy odebrałam dziś Rambouska od petstitterki, ruszyliśmy na spacer. Poszliśmy tam, gdzie zawsze, tak jak zawsze usiadłam pod drzewem. Piesek był spokojny, został przy mnie. Usłyszałam szum drzew, jeszcze bezlistnych, szum listopadowo-marcowy, spojrzałam w górę, w niebo, gałęzie kołysały się na wietrze i tak pięknie, pięknie śpiewały. Po chwili przyszła fala lodowatego chłodu. Wiedziałam, że idzie deszcz, że gdzieś już spadł. Ale deszcz teraz jest dobry. Sprawi, że już za chwilę wszystko będzie rosło i kwitło.

Fot. MabelAmber / pixabay.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz