Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lew Tołstoj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lew Tołstoj. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 kwietnia 2012

Przekleństwa niestałości

- Jam nieszczęśliwa? – rzekła Anna, zbliżając się do niego i z uśmiechem, w którym malował się zachwyt i nieograniczona miłość, patrząc na niego. – Ja jestem jak człowiek głodny, któremu jeść dano. Być może, że mu jest zimno, że łachmany okrywają go, może nawet i wstydzi się ich, lecz nieszczęśliwy nie jest. Jam nieszczęśliwa? Nieprawda, oto moje szczęście...
L. Tołstoj, Anna Karenina, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2005.

Wiosna nieśmiało bierze świat w swoje posiadanie, a ja czytam znów wielkie dzieło Tołstoja. I tak, jak przy niedawnej powtórce Madame Bovary, widzę wszystko zupełnie inaczej. I za pierwszym razem daleka byłam od osądzania Anny – nietrudno uwierzyć w jej uczciwość i współczuć jej – ale dziś wręcz uścisnęłabym ją serdecznie. Co robić, kiedy kochanie okazuje się rujnującą życie bestią, nie samym szczęściem i radością, bynajmniej! W gruncie rzeczy należy się go bać, bo jest jak fala powodziowa która przychodzi znienacka i zabiera ze sobą wszystko, i o wszystkim każe zapomnieć.

Za to jak dobrze byłoby mieć prostotę i pewność Lewina! Wiosną cieszę się wraz z nim.
Rankiem, gdy na niebo podniosło się czyste, jasne słońce, stopniał cienki lód, który nocą pokrył wody, i cała atmosfera zadrgała od ciepłych oparów budzącej się do nowego życia ziemi. Zazieleniła się zeszłoroczna i nowa, dopiero strzelająca igiełkami z ziemi trawa. Napęczniały pączki kaliny, czeremchy i brzozy. Na złocistej łozinie zawisła pierwsza pszczoła, która zdążyła już wyprostować skrzydełka; zanuciły niewidzialne skowronki, wznoszące się nad aksamitem ozimin i nad zeszłorocznymi ścierniskami, zapłakały czajki nad nizinami i błotam, zalanymi mętną, wezbraną wodą, i wysoko, głośno krzycząc, przeciągały klucze żurawi i stada dzikich gęsi. (...) Unosząc się na siodle i wciągając w piersi ciepłe powietrze, w którym unosił się jeszcze zapach śniegu, leżącego w lesie i pokrytego licznymi śladami, Lewin cieszył się na widok każdego swego drzewa, z odradzającym się na jego korze mchem i z gałęziami pokrytymi pączkami.
L. Tołstoj, Anna Karenina, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2005. 

Ja pragnę tylko żeby wiosna nie miała końca... jak napisał to Mahler...

poniedziałek, 21 listopada 2011

(Bez)użyteczność urody

Zdumiewające, jak zupełne bywa złudzenie, że piękno jest dobrem. Ładna kobieta mówi głupstwa, my słuchamy i nie dostrzegamy głupoty, lecz mądrość. Mówi i robi rzeczy obrzydliwe, a my widzimy w nich coś miłego. A kiedy nie mówi ani głupstw, ani rzeczy obrzydliwych, a jest przy tym ładna, wówczas nabieramy przekonania, że jest niezwykle mądra i moralna. (...) Ona wie, że my, mężczyźni, wciąż łżemy o wzniosłych uczuciach, a potrzeba nam tylko ciała i dlatego wybaczymy wszelkie paskudztwa, ale nie wybaczymy brzydkiego, niegustownego stroju.
Lew Tołstoj, Sonata Kreutzerowska, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1987.

Czyżby, Pozdnyszewie drogi? Żeby to było takie proste!