Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2011

Ekshibicjonistyczne wcielenie Ryszarda Lwie Serce

"Kublaj Chan, Napoleon, Juliusz Cezar i król Ryszard Lewie Serce to wszystko gnojki" – oświadcza jakaś dzielna dusza. Nikt nie dyskutuje z tym twierdzeniem, a protesty ze strony obrażonych są mało prawdopodobne. Nieśmiertelna dusza Kublaj Chana zamieszkuje teraz potulne ciało żony weterynarza w stolicy Peru, Limie. Nieśmiertelna dusza Bonapartego wygląda z rozgrzanego i odkarmionego ciała czternastoletniego syna przystaniowego z Cotuit w stanie Massachusetts. Duch wielkiego Cezara robi co może w syfilitycznym ciałku owdowiałej Pigmejki z Andamanów. Ryszard Lwie Serce nie po raz pierwszy w swoich wędrówkach został uwięziony, tym razem w ciele Coacha Letzingera, żałosnego ekshibicjonisty i nieetatowego współpracownika zakładu oczyszczenia miasta z Rosewater w Indianie. Coach, z nieszczęsnym królem Ryszardem w środku, trzy albo cztery razy do roku udaje się autobusem linii Greyhound do Indianapolis, ubrany na tę podróż w buty, skarpetki, podwiązki, płaszcz deszczowy i chromowany gwizdek zawieszony na szyi. Po przyjeździe do Indianapolis Coach idzie prosto do stoiska ze srebrami w jednym z wielkich domów towarowych, gdzie jest zawsze pełno młodych kobiet wybierających przed ślubem nakrycia stołowe. Coach gwiżdże, wszystkie dziewczęta odwracają się w jego stronę, Coach rozchyla poły płaszcza, otula się nim z powrotem i goni jak diabli, aby zdążyć na powrotny autobus do Rosewater.
Kurt Vonnegut, Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1976.

Abstrahując zupełnie od mojego stanu ducha czy aktualnego spojrzenia na świat – ten cytat znalazł się tu po prostu, bo doszłam do wniosku, że specyficzny humor Vonneguta to rzecz godna utrwalenia. (To w końcu rupieciarnia, nieprawdaż?) A ten kawałek to chyba dość reprezentatywna próbka. Dla niektórych – na smaczek, dla innych – ku przestrodze. Bo na pewno Vonnegut nie jest dla wszystkich. Smacznego (mam nadzieję)!