niedziela, 3 lipca 2022

Praga: nowe wspomnienia


Lubię to, że wracając teraz do Ostrawy czy do Pragi i na Smíchov, czuję się trochę jak u siebie. To było tylko kilka miesięcy, ale jednak. I choć nie znalazłam jeszcze miejsca na świecie, które z przekonaniem mogłabym nazwać domem, to miło mieć świadomość, że są takie, trochę bardziej oswojone, trochę mniej obce.

Oczywiście ma to też swoje ciemne strony. Wspomnienia, które atakują znienacka. I kiedy jakiś człowiek wchodzi do metra z wielkim psem, a po chwili zaczyna go do siebie tulić, uśmiech szybko przeradza się w łzy.

Przy tym ostatnim pobycie w Pradze znalazłam się jednak gdzie indziej, wśród innych ludzi, i przyszły nowe obrazy, które może pomogą zapomnieć te stare. Deszcz szumiący wśród liści za oknem hotelowego pokoju, rozmowy o tym, że wszyscy mamy „syndrom podvodníka” (z kimś, którego nigdy bym o ten syndrom nie podejrzewała), uściski na pożegnanie, kradzione papierosy, plamy z czerwonego wina na trampkach, James Dean, gdy za oknem już świtało.

No, no, serce… bądź cicho… odpoczniemy teraz.

Colette, Narodziny dnia, przeł. Krystyna Dolatowska, wyd. PIW, Warszawa 1975, s. 27.

środa, 15 czerwca 2022

Psie spojrzenie


Stała piętro niżej przy schodach, bezskutecznie przywoływana z góry przez właściciela. Nie chciało jej się jeszcze do domu. Maja.

Podeszłam, pogłaskałam ją po biało-rudym grzbiecie, zaczęła się do mnie garnąć. Krótka chwila ludzko-psiej czułości. „Leć do domku”, powiedziałam wreszcie i ruszyłam schodami w dół. Na półpiętrze obejrzałam się, stała wciąż u szczytu schodów, nie poszła za mną, ale patrzyła na mnie swoimi ślicznymi psimi oczami, intensywnie i z wyrzutem, jakby chciała powiedzieć: „Dokąd idziesz? Zostań jeszcze ze mną”. 

I od razu przypomniał mi się inny pyszczek i inne oczy, które tak patrzyły. Tylko psy potrafią tak patrzeć. Tylko psom wystarczy, że jesteś, że głaskasz, że czują, że jesteś tu dla nich. Nie musisz umieć mówić i żartować, nie musisz popisywać się i udawać kogoś, kim nie jesteś – jak przy ludziach.

Boli mnie każdy dzień, gdy nie mam psa przy sobie.

Fot. PublicDomainPictures / pixabay.com

wtorek, 24 maja 2022

Brneńska poezja ulicy


Brno było dzisiaj sympatyczne. 

„Najlepszy taneczny klub w Brnie” reklamowała na ulicznym bilboardzie grupka roztańczonych emerytów.

Przy popołudniowej kawie przysiadł się do mnie młody bezdomny. Trochę wypytał, trochę się pożalił, w końcu powiedział, że się zbiera, bo mógłby jeszcze dłużej ze mną siedzieć i opowiadać, ale wtedy już na pewno bym się w nim zakochała. I byłby problem.

W pociągu starszej pani po drugiej stronie korytarza zadzwonił telefon, odebrała na głośniku. W całym wagonie rozległ się głos staruszka pytającego, czy już wraca i czy czekać na nią z kawą. A potem to jego rozkoszne: „A jakou chceš? Kapučínko?”.

Wszystko jest literaturą – czasem słodką jak kapučínko!

Fot. Skitterphoto / pixabay.com

środa, 18 maja 2022

Cud przed lodziarnią

Znów jestem w swojej samotni, znów jest pusto, cicho i trochę smutno, ale spokojnie i świetliście. Znów na morzu trochę się poturbowałam, więc przybijam do portu, tu, gdzie za oknem o tej porze roku ocean zieleni i jerzyki tną powietrze jak małe sztylety, jak w Nymburku z dziecięcych wspomnień Mistrza Hrabala. 

Nie wiem, na jak długo. Ale czuję, że jestem teraz trochę mądrzejsza. Już nie mam ochoty dawać się zabić temu kochanemu, mam panią, której opowiadam o moich uczuciach i która uczy mnie troski o samą siebie, i czekam już tylko na moment, gdy w moim życiu pojawić się będzie mógł kolejny kudłaty przyjaciel. Już niedługo, jeszcze tylko półtora miesiąca.

Gdy burze uczuć ucichły, znów zaczęły do mnie przychodzić obrazy – bezszelestnie i znienacka jak koty – i znów na ich widok nieśmiało się uśmiecham. Ostatnio to był chłopiec widziany z okna tramwaju. Siedział na progu przed lodziarnią w krótkich spodenkach i mieniących się kolorowo okularach przeciwsłonecznych, i radośnie pochłaniał loda. Jakby wszystko było na swoim miejscu, spokój, jakby żadnej wojny nigdzie nie było.

Wojna też trochę zmienia myślenie. Nie patrzę w przyszłość dalej niż na kilka miesięcy, nie planuję, nie oszczędzam, bardziej cieszę się tym, że mogę pójść rano na dobrą kawę z budki pod blokiem, a po południu zajrzeć do księgarni i kupić coś, czego kupować nie zamierzałam.

I tylko cytatu żadnego na dziś nie mam, bo wciąż jeszcze czasu i przestrzeni w głowie na powrót do czytania brak. Ale i to się zmieni, wierzę, niedługo. 

Fot. SiliviaEmilie / pixabay.com

poniedziałek, 7 lutego 2022

Koraliki, szaleńcy i świetliste węże


Dopiero dziś dotarło do mnie, że to już. Czas pożegnania. Przechodząc dziś przez plac Wacława uświadomiłam sobie, że za pięć dni już mnie tu nie będzie, a Praga znów przestanie być moją Pragą. Może więc warto o niej choć krótko opowiedzieć? Zatrzymać w kilku obrazkach, zapamiętać?

Moja Praga jest najpiękniejsza o zmierzchu. Na Petřínie zapalają wtedy latarnie i wygląda jak dama z koralikami we włosach. Na Cmentarzu Wyszehradzkim robi się cicho i złociście, a wzdłuż Wełtawy suną tramwaje i pociągi, jak świetliste węże. Moja Praga jest pełna smíchovskich świętych szaleńców, którzy „szukają właściwej drogi”, a tramwaje jeżdżą tylko dla nich, i pełna wydr, które jedzą ludziom z ręki i wcale się nie boją. Mosty są tu szerokie, masywne, kawiarnie mają wielkie okna i wszędzie pełno zakamarków, w których można się zgubić. Moja Praga pachnie grzańcem i bożonarodzeniowymi choinkami. Jest wietrzna i jasna lub cicha i niebieska, czasami zamyślona i mglista, i zawsze pełna łabędzi. Jest jesienna (trochę za krótko) i zimowa (trochę za długo). 

Będę za nią tęsknić. Tym bardziej, że wraz z nią zostawiam za sobą coś więcej niż pięć miesięcy życia. Ale może będzie jeszcze inna, kiedyś?

niedziela, 26 grudnia 2021

Mróz i słońce na cmentarzu


Pierwsze białe Święta od dawna. Pierwsze bez Mamy – od zawsze.

Wigilia inna niż zwykle, bez barszczu z uszkami i bez kolęd, ale też dobra, miła, ciepła. Bożonarodzeniowy poranek mimo wszystko jeden z najpiękniejszych – z pieskiem, na pogrążonym w ciszy Zabłociu, zostawiając pierwsze ludzko-psie ślady na dziewiczej bieli. Śnieg na jego nosku. Bezruch prawie postapokaliptyczny, jakbyśmy byli jedynymi stworzeniami na ziemi.

A potem już tam gdzie zawsze, i nie było jej, ale tak jakby trochę była – w naszym śmiechu, który tak ją cieszył. Mróz na cmentarzu. Ale i słońce, i śnieg tak pięknie oślepiający. Wystarczy, by utrzymać głowę nad wodą. 

Winterberg wspiął się na palce, przytrzymując się poręczy, spoglądał na Dunaj. W czarną głębię pod nami. 

Jaroslav Rudiš, Ostatnia podróż Winterberga, przeł. Małgorzata Gralińska

sobota, 11 września 2021

Kobieta nie na miejscu

Patrzysz w karty i myślisz, nie jak odmienić zaprojektowany los, bo nie wierzysz, że to możliwe, zastanawiasz się raczej, w którym momencie to się stanie. W którym momencie ty, przewodniczka swojego życia, zboczysz z właściwego szlaku. A potem nieświadoma błędu powędrujesz dalej i dalej, i dalej, będziesz brnąć, wspinać się albo schodzić w dół, stając się kimś innym. Kobietą obcą dla samej siebie, kobietą nie na miejscu, kobietą umartwioną. A gdyby dało się uchwycić ten moment, czy miałabyś odwagę zawrócić?

Zaczynam wierzyć w Czechy Mariusza Szczygła. Pierwszego dnia po przyjeździe do Pragi poszłam z Larym na burgera, a w prezencie dostałam kawę i darmowe frytki. Kierowcy autobusów czekają, aż podejdę, i otwierają dla mnie drzwi. I wszyscy są mili, wszyscy się uśmiechają, wszyscy rozumieją moją koślawą czeszczyznę. Centrum trochę wzmaga nerwowość, ale na Bubenču jest tak zielono, spokojnie i cicho, a Stromovka – taka ogromna. Jak zielono-niebieska wyspa, na którą można wejść i zapomnieć o świecie na zewnątrz.

Mimo to jakoś nie jest mi dobrze ze sobą samą. Sprawdza się to, o czym czasem czytam – że od siebie nie uciekniesz. Dużo myślę o Mamie. Marzę o powrocie, chociaż wiem, że to powrót niemożliwy – bo nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. Stoję w pewnym pokoju 600 km stąd, przede mną otwarte drzwi balkonowe, za nimi słońce, czerwone kule pelargonii, schnące na sznurze pranie. Dom. Nie ma go.

Cytat: Dominika Horodecka, Wdech i wydech, wyd. Warstwy, Wrocław 2020.
Foto: Bananayota / pixabay.com